
Od jakiegoś czasu oficjalnie trwa jesień. Dla mnie od zeszłej niedzieli, kiedy pierwszy raz wróciłam do domu cała przesiąknięta zapachem palonych liści, z błotem na butach, przemarznięta na kość. Lubię jesień, jest taka spokojna. Preludium do szalonej śniegiem zimy.
I pomyśleć, że zrezygnowałam z dwukołowego, żeby móc chodzić piechotą inną trasą niż do tej pory. Jesteś ważniejszy od roweru. To już COŚ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz